Wysłany: 2007-03-10, 00:02
Opis: Is mocking bird my lullabies?
W podręczniku od polskiego mamy Szekspira przypisanego w całości do renesansu, a ja raczej wierę książkom "polecanym" przez szkołę Niedawno właśnie zaczęliśmy omawiać odrodzenie i na pierwszy ogień z lektur "Hamlet" poszedł, a więc jednak jest to kwestia sporna. Zresztą barok można datować od 1580 roku, ale kiedy kończy się renesans? Niektóre źródla podają nawet 1638 rok. Poza tym tacy twórcy jak Boccaccio, czy Petrarca mimo tego, że żyli w XIV wieku są utożsamiani z renesansem. Kwestia do jakiej epoki należy dany autor zawsze jest sporna, zasadniczą rolę w przyporządkowaniu odgrywa tutaj tematyka jego utworów, a także ich styl.
Szekspir jest jednak przedstawicielem renesansu, chociaż elementy barokowe pojawiają się już w jego utworach. pokazuje on dark side humanizmu, nie idealizuje ludzi jak wszyscy renesansowi myśliciele, ale widzi ich wady i słabostki.
a Hamlet i Makbet rlz
_________________ top 10 1)Pulp fiction 2)Oldboy 3)Matrix 4)Scarface 5)Fight club 6)25. godzina 7)Sin city 8)Gangi Nowego Jorku 9)Adaptacja 10)Być jak John Malkovich 10)Zakochany bez pamięci 10)Ojciec chrzestny itd.
Wysłany: 2007-03-10, 12:45
Opis: People in Hell just want a drink of water
Szekspira to do matury ostatnio czytałem "Wieczór Trzech Króli", ci co widzieli "Zakochanego Szekspira" wiedzą o co biega:-) A z lektur to "Granicę" bardzo dobra powieść.
_________________ I'm caught between two different worlds
mnie sie Granica skojarzyla z taka telenowela troche. Doceniam wysilki najpierw Zapolskiej i rzedstawienie pierwszej abrcji i potem Nalkowskiej za pierwsze opisanie szoku poaborcyjnego, przeczytalam,ale na kolana mnie jakos nie powalilo. Chociaz fakt, skoro przeczytalam,to juz cos znaczy
Wysłany: 2007-03-23, 08:21
Opis: People in Hell just want a drink of water
Ocky napisał/a:
mnie sie Granica skojarzyla z taka telenowela troche
He he. W sumie taka "Anna Karenina" (którą z dumną przyznaję, przeczytałem) też mogła by posłużyć za podstawę telenoweli np. "Anna Amore". Mi w "Granicy" spodobało się przedstawienie kobiet, praktycnie każda z nich (Cecylia, Elżbieta, Justyna) zasługiwały by na własną powieść. Poza tym ten rys upadku ideałów, przechodzenia na "złą stronę", konfronatacja tego do czego dążą bohaterowie i tego, co staje się ich udziałem.
_________________ I'm caught between two different worlds
Wysłany: 2007-03-25, 14:34
Opis: After all, tomorrow is a new day.
Z lektur najbardziej zapadły mi w pamięć opowiadania Borowskiego, "Kamienie na szaniec". Tematyka trochę wojenna, ale jakże genialnie i wstrząsająco przedstawiona! Bardzo też lubię dramaty antyczne - Sofokles, Safona. Dobrze zapamiętałam także "Balladynę" Słowackiego. Świetne przedstawienie kobiety zdolnej do wszystkiego
Imię: Robert
Nazwisko: Horszczaruk
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sie 2006 Posty: 706 Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2007-03-25, 17:17
A od kiedy Safona pisywała dramaty antyczne? "Balladyna" jest fajna, chociaż Słowacki nawet za bardzo inspirował się "Makbetem". Tak wyszła nowa wersja wspomnianego dramatu przeniesiona w realia słowiańskie.
A ja złapałem tzw. alergię na lektury i ni w cholerę nie mam chęci do zaczynania "Zbrodni i Kary" mimo bardzo pochlebnych opini o książce.
Wysłany: 2007-03-25, 21:21
Opis: After all, tomorrow is a new day.
Hmm... Mój błąd. Safona to tylko poezja Bo oni wszyscy podobni do siebie są Ale poematy miłosne Safony to i tak bajka Póki co najgorzej wspominam "Syzyfowe prace". Książka dobra, wartościowa, ale czytanie jej jest tak żmudne! Jakoś przebrnęłam przez nią do końca Najbardziej chyba podobała mi się scena lekcji polskiego, gdy któryś z tych chłopaków recytował "Redutę Ordona". Zapadła mi w pamięć ta scena:)
Imię: Agnieszka
Wiek: 20 Dołączyła: 10 Maj 2007 Posty: 93
Wysłany: 2007-05-11, 17:34
Jak kto woli, czasami lepsza jest książka, czasami film. Ja czytam z reguły większość lektur, ale nie wszystki mi się podobają... podobał mi się "Mały książkę", "kamienie na szaniec", "księga strachów", "ten obcy", "chłopcy z placu broni", natomiast nie moglam zmęczyć "Ani z Zielonego Wzgórza", "Krzyżaków", niektórych już opoprostu nie pamiętam
_________________ "Wolność inspiracji i wolność twórczości to pierwsza zasada sztuki"
Przyznaję się bez bicia, że nie wszystkie lektury czytam, te które mimo dobrych chęci przyprawią mnie o mdłości po kilku stronach odrzucam zadowolając się streszczeniem (np. Faraon czy Krzyżacy), niektóre mi się podobały jak Kamienie na Szaniec, Zemsta, Skąpiec czy Antygona, ogólnie lekturowe dramaty nie są złe, poza tym Mały Książe, opowiadania Czechowa, fragmenty mojego ukochanego Silmarillion tylko niestety nie te co bym chciała (bo moim zdaniem zdecydowanie ciekawsza jest historia Berena i Luthien od powstawania świata i może przy tym 90% mojej klasy by nie wydało osądu, że nic nie rozumieją ;p) a tak poza tym to podstawówkowe lektury były świetne ;D no i Mistrz i Małgorzata, co wprawdzie moją lekturą jeszcze nie było, ale przeczytałam.
chociaż z liceum mam zamiar przebrnąć przez wszystkie, bo potem nie chcę przerzyć 'miłej' niespodzianki na maturze ;p
_________________ what is simple in the moonlight by the morning never is
Imię: Iza
Wiek: 20 Dołączyła: 02 Sie 2006 Posty: 407 Skąd: Nisko
Wysłany: 2008-06-19, 11:47
Opis: Zagoniły się w szaleństwie myśli złożone, marzenia bezsenne.
W tym roku szkolnym miałam dwie lektury, które czytałam z niechęcią i kompletnie mi się nie spodobały. Mam na myśli Starego człowieka i morze oraz Szkice spod Monte Cassino.
Za lekturami nigdy nie przepadałam i szczerze powiedziawszy nie podobaja mi się.
Bardzo podobała mi się "Antygona" ale niestety czytalismy tylko fragmenty i niewiele pamietam. Do tego także "Balladyna" i ogólnie takiego typu lektury. Jeżeli chodzi o powieści, to "Mały książe" był ok. Resza, bleeee ;/
_________________ "In sleep he sang to me
In dreams he came
Than voice which calls to me
And speaks my name"
z lektur jedyne co mnie interesowało, co byłam w stanie przełknąc to tragedie Szekspira i komedie Moliera.
blek napisał/a:
chociaż z liceum mam zamiar przebrnąć przez wszystkie, bo potem nie chcę przerzyć 'miłej' niespodzianki na maturze ;p
_________________
ja nie przebrnełam i zeby takiej niespodzianki unikąc poszłam sobie na poezję na poziom rozszerzony i Bogu dziekuje za taki wybór^^ wyniki w poniedziałek, to sie dowiemy czy słusznie
Imię: Monika
Wiek: 24 Dołączyła: 24 Sie 2006 Posty: 489
Wysłany: 2008-06-28, 09:48
Ja tak z 5 lekur w ciągu liceum przeczytałam. Na maturze nie wiedziałam jak się nazywają bohterzy o których piszę, a jakoś zdałam Jeżeli matura z polskiego będzie dalej tak wyglać to nie ma się o co martwić
Imię: Robert
Nazwisko: Szymczak
Wiek: 20 Dołączył: 21 Sie 2006 Posty: 168 Skąd: ze stolicy
Wysłany: 2011-01-09, 01:14
Dobra, to jako student filologii polskiej też wypowiem się na temat lektur w szkołach. Chyba poniekąd powinienem Pierwsze, podstawowe pytanie, jaki jest sens i "zadanie" lektur szkolnych. Wbrew obiegowej opinii, nie jest to jeden wielki proces zachęcania ludzi do czytania poprzez podsunięcie im "ciekawych dla nich" książek. Nie o to chodzi, żeby nauczyciel zadał do przeczytania kilka książek Pratchetta i cztery opowiadania Pilipiuka, bo wtedy uczeń przez to przebrnie, pośmieje się momentami i może mu się spodoba. Przejaskrawiam oczywiście, ale mam wrażenie, że taki pogląd i podejście do listy lektur jest ostatnio dość popularne. Trzeba pamiętać, cała nauka polskiego opiera się mniej więcej na przedstawianiu kolejnych epok literackich, związanych z nimi zmian dotyczących kanonów myślenia, problemów społeczno - historycznych etc. "Ludzi bezdomnych" Żeromskiego można nie lubić i uważać, że to straszne nudy, ale jeżeli uczymy się o Młodej Polsce, to nie możemy pominąć jednej z najważniejszych powieści tej epoki, po wydaniu której Żeromski stał się postrzegany jako swego rodzaju autorytet moralny, poruszając większość założeń epoki w swoim dziele.
I tutaj pojawia się problem, nie tyle w doborze samych książek, co w ich omawianiu. Przyznam się z ręką na sercu (co może trochę dziwić po tym co powyżej): nie jestem wcale fanem spisu lektur jaki istnieje obecnie i będąc w liceum wszystkich lektur nie przeczytałem. Uważam, że niektóre tematy są zbyt pomijane ("Proces" Kafki przerabiany w pół godziny i tyle) a niektóre ciągnięte aż do bólu (Mickiewiczowskie "Dziady" omawiałem w liceum prawie 6 godzin lekcyjnych). Niektóre książki można omawiać fragmentarycznie, przedstawiać na lekcjach treść bardziej skondensowaną etc. Problem polega też na tym, że w polskich szkołach praktycznie ignoruje się prozę z okresu IIWŚ oraz literaturę współczesną i siedzi się przede wszystkim w romantyzmie, pozytywizmie etc. Nie powinno się spisu lektur pisać zupełnie od nowa, powinno się zmienić kilka rzeczy (np. traktowanie wszystkich epok po równo), nie rozwlekać wiedzy na temat niektórych książek i byłoby o niebo lepiej.
Oczywiście nie jestem jakimś polonistycznym cyborgiem i nie twierdzę, że wszystko jest ciekawe. Perełek baroku nigdy nie mogłem znieść, a całe średniowiecze jest dla mnie jednym wielkim ziewaniem. Jednak dużo też zależy od samego nauczyciela i to na nim tak naprawdę opiera się problem. Można pokazać te książki od strony bardziej współczesnej i "ludzkiej", pokazać, że pewne idee, typy zachowań etc. nadal są żywe i nie są aż tak oderwane od rzeczywistości jak przeciętnemu uczniowi się wydaje (Ja dopiero niedawno odkryłem na nowo Słowackiego i "Kordiana" - jaki to naprawdę dobry, mroczny, momentami ironiczny tekst). W polskich szkołach omawianie lektury często kończy się na oglądaniu filmu na kiepskim, starodawnym telewizorze ew. odbębnieniu przez nauczyciela notatek typu "Wpływ problemów gastrycznych na przemianę Gustawa w Konrada" które tak uczniowie jak i nauczyciel mają w dupie. W taki sposób można obrzydzić nawet najciekawszą książkę.
Jeszcze kilka słów na temat "promowania" czytelnictwa. Zgadzam się, że szkoła pełni także role pedagogiczną i powinna w jakiś sposób zachęcać uczniów do czytania książek i poznawania szeroko pojętej kultury. Nie jest to jednak tylko i wyłącznie jej zadanie. Jeżeli w domu nie czyta się książek a rodzice sami mówią, że "Ja to w szkole nie czytałem lektur bo po co mi one były he he" to tak naprawdę sama szkoła wszystkiego nie rozwiąże. Kwestia jest znowu w rękach nauczyciela - uważam że brakuje godzin wolnych od "epokowego" programu w których można by przedstawić np. "najważniejszych przedstawicieli literatury amerykańskiej" (gdzie literatura z USA jest naprawdę w wielu przypadkach świetna i bardzo świeża, ale w Polsce zupełnie ignorowana), kazać zrobić prezentacje nt. danej książki na ocenę, poszukać we współczesnych tekstach odniesień do innych i powiązań (nigdy nie zapomnę lekcji w moim liceum na której analizowaliśmy teksty utworów "Metallicy") etc. Możliwości jest wiele. Tylko, że zwykle klasowe wycieczki mające krzewić kulturę zmieniają się w wyjścia bandą do kina na kreskówkę (nie potępiam tego jakoś bardzo, bo sam lubię taką rozrywkę, ale trzeba robić z tego wycieczkę szkolną? Albo chociaż iść na ambitniejszy film?) i poza pójściem na kilka fatalnie prowadzonych lekcji muzealnych, tak naprawdę nic innego się nie robi. A częste poczucie u rodziców, że to szkoła i tylko ona ponosi odpowiedzialność za edukacje i "obycie" ucznia też nie pomaga.
Kwestia jeszcze w wierszach skupiania się na języku, środkach stylistycznych etc. (gdzieś tam temat wyżej był poruszony). Przyznam się - zawsze tego nienawidziłem. Ale fakt faktem trzeba to wiedzieć - wbrew pozorom zastosowanie środków stylistycznych jest ściśle powiązane z samą treścią tekstu. Pokazuje to także rozwój i zmiany zachodzące w naszym języku, kunszt wielu poetów którzy umieli nim manipulować etc. Problem jest taki, że zwykle nauczyciel skupia się przede wszystkim na tym ledwo zahaczając o treść (która, chyba nie muszę mówić, jest najważniejsza) i nie przedstawia tego nacechowania stylistycznego w szerszym kontekście, tylko spłyca niemiłosiernie do "Jasiu wyjaśnij co to jest alegoria, a ty Maksiu znajdź wszystkie epitety w wierszu".
Jakiś mi giga post wyszedł, przepraszam Po prostu personalnie dla mnie ten temat jest drażniący i jednocześnie bardzo ważny. Nie wszystko jest świetne i wiele powinno się zmienić w systemie nauczania. Tak czy siak jeżeli ktoś to wszystko przeczyta to wielkie dziękson i pozdro
I nie, nie będę nauczycielem. Podziękujcie mi w imieniu waszych przyszłych dzieci
_________________ "Ludzie powinni łączyć się w pary na całe życie jak gołębie czy katolicy." Woody Allen
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach