Imię: Michał
Wiek: 21 Dołączył: 01 Sie 2006 Posty: 1579
Wysłany: 2006-08-05, 15:52 Lektury Opis: Co mnie żywi także mnie niszczy
Co sądzicie o powieściach, ktorych czytanie narzuca nam szkoła?
Ja za lekturami nie przepadam, wielu z nich podziękowałem po przeczytaniu kilku stron. To do czego zmusza nas szkoła to w większości nic ciekawego (np. taki Żeromski) i mówię to jako ktoś kto bynajmniej nie jest przeciwnikiem czytania i nie raz wybiera dobrą książkę zamiast komputera, czy filmu. Jednak zwykle przy omawianiu lektur fortuna mi sprzyja: przeczyta się streszczenie, czy kolega opowie mi podczas jednej przerwy co działo się na tych kilkuset stronach i już jest jakaś pozytywna ocenka . Zdarzy się oczywiście nie raz, że coś przeczytam z tego co zostanie mi narzucone, ale jak to jest możliwe w 100 procentach skoro na półce zawsze znajdują się dużo lepsze pozycje. Co wybrać? - w takich przypadkach nie targają mną wątpliwości .
Kiedyś nawet napisałem artykuł, w którym doszukiwałem się przyczyn kiepskiego stanu czytelnictwa i doszłem do wniosku, że to właśnie lektury budują w młodym czytelniku złe spojrzenie na literaturę.
_________________ "Widziałem ślimaka pełznącego po krawędzi brzytwy. To mój sen, mój koszmar: brnie, pełźnie i nie ginie"
Wysłany: 2006-08-05, 15:59
Opis: Is mocking bird my lullabies?
Ja większość lektur czytam, ale ze wszystkich pozycji podobał mi sie tylko "Mały Książe" i "Hobbit", a Żeromski to rzeczywiście tragedia, ja nie wiem jak mozna dopuscić, aby czytano takie książke. Moja była nauczycielka mówiła, ze też go nienawidzi, ale prawdę mówiąc nie znam osoby, która by lubiła jego twórczość. Dali by nam jakiegoś Mrożka ewentualnie. Powieści inteligente, poruszające współczesne problemy i chumorystyczne i chociaż nie spotkałem jeszcze drugiej osoby, która by go lubiła mówię: Ja chcę Mrożka!
Tak, lektury szkolne nie zachęcają do czytania, więc co tu się dziwić, że coraz mniej osób sięga z własnej woli po jakąś "nadobowiązkową" książkę... Mimo wszytko osobiście przebrnełam przez większość lektur, odmawiając sobie tylko tych najnudniejszych, a mimo to większość poszła w zapomnienie i nawet nie pamietam tytułów książek jakie omówiliśmy w szkole. Chyba jedyne, które mogłabym wymienic bez sięgania po spis w książce ze strszczeniami (czasem się w końcu przydaje ) sa z podstawówki - "Ania z Zielonego Wzgórza", "Dzieci z Bullerbyn" oraz "Chłopacy z Planu Broni", a z gimnazjum "Kamienie na Szaniec", "Romeo i Julia" i "Mały Książę" (a przynajmniej te sześć uwarzam za takie, których przeczytanie nie było strata czasu). W tym roku czeka mnie "Hobbit" i już teraz moge bez wątpienia powiedziec, że to będzie moja ulubiona lektura, chociaż z jedej strony się obawiam. Nie wiem czy to tylko jakieś moje dziwne odczucie, ale uwarzam, że omawianie niektórych książek i wierszy na lekcjach polskiego obdziera je z pewnej dozy indywidualnego odbioru, czasami z takiej tajemniczości, czasem wziosłości... Jak sie pozna geneze utworu, omówi pod względem stylu, jak sie wyciągnie na światlo dzienne układ rymów, obecnośc przenośni itp. to czasem to co bylo czymś niepowtarzalnym i wspaniałym staje sie tylko paroma zadrukowanymi kartkami...
Imię: Robert
Nazwisko: Horszczaruk
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sie 2006 Posty: 706 Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2006-08-05, 19:00
Taa pamiętam jak nauczycielka omawiając fragmenty mojego ukochanego "Silmarillionu" odarła go z całej wspaniałości za jaką go kocham, że z lekcji wyszedłem co najmniej zdegustowany... Co do omawiania wierszy to nie specjanie przepadam za nimi, właśnie za te wyliczanie wszystkich rymów, przenośni itp. które prawdę powiedziawszy olewam. Wolę wgłębić się w każdy wers wiersza doszukując się w nim sensu...
Co do lektur to i znajdą się perełki np. "Krzyżacy" Sienkiewicza, czy "Nowy wspaniały świat" Huxleya, nie wspominając oczywiście o mitologii , jednak nikną one pod ogromnym stosem badziewi gdzie przoduje wspomniany Żeromski. W tym roku mam omawiać CAŁEGO "Pana Tadeusza" po prostu nie wiem jak to przetrwam... Nie podoba mi się również za mała ilość książek zagranicznych pisarzy do omawiania.
Wysłany: 2006-08-05, 19:54
Opis: Is mocking bird my lullabies?
Ja też miałem fragment "Silmarillionu" w trzeciej gimnazjum, ale moja nauczycielka zaznaczyła, że jest to ksiązka dla wybranych, tych którzy Tolkiena rozumieją inni będą się walić w czoło, że niby co to jest. Dobrze myślała, osiemdziesiąt procent klasy nie zrozumiało tego tekstu
Dali by nam jakiegoś Mrożka ewentualnie. Powieści inteligente, poruszające współczesne problemy i chumorystyczne i chociaż nie spotkałem jeszcze drugiej osoby, która by go lubiła mówię: Ja chcę Mrożka!
Mrożka niestety nie ma w programie nawet dla liceum. No może poza Tangiem, Słoniem i Weselem w Atomicach.
A lektury warto czytać. Choćby po to, zeby przyswajając tekst pisany często piękną polszczyzną, takową sobie przyswajać. A poza tym wiele lektur jest bardzo ciekawych - Zbrodnia Ikara , Trylogia, Krzyżacy,Inny świat, Ferdydurke, Germinal... możnaby wymieniać i wymieniać.
A Żeromski faktycznie jest nudny. Przebrnąłem przez 60 stron Ludzi bezdomnych i miałem dość.
Wiek: 27 Dołączyła: 03 Sie 2006 Posty: 34 Skąd: to stąd, to stamtąd.
Wysłany: 2006-08-06, 20:36
MIsiup napisał/a:
A Żeromski faktycznie jest nudny. Przebrnąłem przez 60 stron Ludzi bezdomnych i miałem dość.
Nie rozumiem tego płaczu zbiorowego Syzyfowe prace- rozumiem. Ludzie bezdomni- też dość toporne, ale zjadliwe, napewno bardziej niż wielcy romantycy Tam przynajmniej nie omijałam co drugiego wersu jak w Dziadach czy Kordianie A już 'Przedwiośnie' to jedna z tych lektur, które wspominam najprzyjemniej
Nie ma jednego szablonu, który by można przyłożyć do każdego ucznia. Jeden się zachwyci 'Kamieniami na szaniec', mnie wynudziły Inny będzie klął na 'Nad Niemnem', a mnie się to o wiele łatwiej czytało niz 'Lalkę' na przykład.
Dobór lektur musi być taki, jaki jest. Poszerzają nasze horyzonty, wzbogacają słownictwo, zyskujemy wiedzę z historii literatury polskiej i powszechnej, a także wiedzę czysto historyczną- ale przedstawioną w sposób bardzo przyjemny. W naszych szkolnych lekturach zmieniłabym nieco 'rozkład jazdy'. W gimnazjum mieliśmy 'Wesele w Atomicach' i pamiętam, że kompletnie nic z tego nie zrozumiałam... Jak majaczenie wariata. A ostatnio wróciłam do tego opowiadanka i nagle stąło się jasne... Czasem jest się po prostu zbyt niedojrzałym, by cos zrozumieć.
Ach, malkontentów uprzedzam: przeczytalam przez czas edukacji wszystkie lektury szkolne. Wiem, co mówię I nie narzekajcie na ilość, na pierwszym roku filologii polskiej jest dokładnie 128 lektur obowiązkowych, ok. 310 zalecanych
Pozdrawiam czytelników wytrwałych i tych trochę mniej...
Wiek: 24 Dołączył: 16 Wrz 2006 Posty: 30 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-09-17, 15:09
Lektury szkolne to niestety jedna z największych pomyłek edukacji - wcale nie należę do ludzi, którzy na widok książki dostają drgawek, wręcz przeciwnie - uwielbiam czytać, pod warunkiem ... że nikt mnie do tego nie zmusza! To właśnie jest największa bolączka szkolnych lektur. Dlaczego one są narzucane? Czy nie lepiej byłoby, gdyby nauczyciele dawali możliwość wyboru? Mnie to już na szczęście nie dotyczy ale przeanalizowałem ta kwestię i doszedłem do kilku wniosków.
Mianowicie lepszy byłby taki system: nauczyciel mówi zwyczajnie, aby każdy przygotował sobie jakąś książkę, przeczytał ją oraz omówił dokładnie: dlaczego ją wybrał, co w niej go zainteresowało oraz postawił jakąkolwiek tezę dotyczącą problemu zawartego w książce i na jej podstawie dokonał szczegółowej analizy. W ten sposób każdy mógłby pisać/mówić o tym, co naprawdę go interesuje. W przypadku wypowiedzi ustnych byłoby nawet lepiej, bo nauczyciel miałby wgląd na to, jak pracuje dany uczeń. Powiedzmy, że niech będzie jednak pisemnie - z tym niestety jest najwięcej problemów wśród młodzieży ("a wogule to ci powiem, rze mi się nódzi" ).
Druga sprawa to dobór tych obowiązkowych lektur: co to w ogóle jest? Przecież można przy tym umrzeć z nudów. Co mnie obchodzą jakieś romantyczne wywody Gustawa-Konrada, albo obrzędy Dziadów, albo, na litość boską, kto dmucha Jagnę w "Chłopach" Oczywiście, to kwestia gustu, ale jestem pewien, że te gusta z programem nauczania się nie pokrywają... Wśród lektur znajdą się oczywiście rodzynki: "Ludzie bezdomni" to bardzo dobra książka, nie wiem skad te głosy krytyki - z twórczości Żeromskiego bardzo wiele czerpałem podczas matury ustnej z j. polskiego, uważam go za jednego z lepszych polskich autorów. Książka przełomu epok, czyli "Lalka" Bolesława Prusa i rozterki Wokulskiego - czytałem z dużym zainteresowaniem. Wspomnieć także można o literaturze obozowej - "Opowiadania" Borowskiego to prawdziwy majstersztyk, ten zbiór jest po prostu doskonały! Co jeszcze... "Faraon" Prusa, świetna książka fabularna... "Granica" Zofii Nałkowskiej - imo bardzo pouczająca.. "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall i historia Marka Edelmana.. z tego też korzystałem na maturze Wymienione książki to w dużej mierze materiał 3 klasy liceum, więc to zaledwie kilka ze wszystkich wartych przeczytania.
Jest wiele bardzo dobrych pozycji i myślę, że ludzie mogliby się tym zainteresować, gdyby ich do tego nie zmuszano. Nikt nie lubi robić nic na siłę, do wszystkiego trzeba dorosnąć - oczywiście są tacy, którzy do książek nigdy nie dorosną i nie ma się nad nimi męczyć, bo są zbyt tępi żeby dać się przekonać
Po prostu chodzi mi o to, aby nie zniechęcać tych ambitnych uczniów, którzy chcieliby przeczytać *tą* książkę, ale nie mogą, bo muszą przeczytać "Pana Tadeusza", który jest tak beznadziejnie zamulony, że wyć się chce.
Wiek: 27 Dołączyła: 03 Sie 2006 Posty: 34 Skąd: to stąd, to stamtąd.
Wysłany: 2006-09-17, 19:51
Tak, przeczytałam i nóż mi się znów w kieszeni otwiera na tak jednostronne i egoistyczne podejście. Ale o tym napisałam w 15 numerze AMKsiążek, jeśli ktoś zainteresowany, poszczególnymi partiami wkleję, bądź podeślę na maila całość zinu.
Wiek: 23 Dołączył: 04 Sie 2006 Posty: 173 Skąd: Nowy Sącz
Wysłany: 2006-09-17, 20:22
Jesli chodzi o moje ulubione lektury to: "Tango" - Sławomir Mrożek, "Dżuma" - Albert Camus oraz "Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow. Literatura na najwyższym poziomie, czytanie to tylko przyejmnośc
Wiek: 24 Dołączył: 16 Wrz 2006 Posty: 30 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-09-17, 20:53
cara napisał/a:
Tak, przeczytałam i nóż mi się znów w kieszeni otwiera na tak jednostronne i egoistyczne podejście.
Chciałbym usłyszeć uzasadnienie Twoich słów Moje podejście jest jednostronne - ponieważ jest to moje podejście, z definicji zatem wynika, że powinno być jednostronne, co za tym idzie - indywidualne. Natomiast o co chodzi z tym egoizmem? Wyjaśnij mi dlaczego uważasz wyrażenie własnej opinii oraz podanie własnej propozycji rozwiązania problemu (który jest przedmiotem tej dyskusji) za egoizm?
Zanim kogoś zaczniesz oskarżać w ten sposób to pomyśl nad uzasadnieniem swoich argumentów. Mnie nóż otwiera się w kieszeni słysząc/czytając oskarżenia pod moim adresem rzucane tylko dlatego, że ktoś nie zgadza się z moim zdaniem. Przykre.
Poza tym..
cara napisał/a:
Dobór lektur musi być taki, jaki jest. Poszerzają nasze horyzonty, wzbogacają słownictwo, zyskujemy wiedzę z historii literatury polskiej i powszechnej, a także wiedzę czysto historyczną- ale przedstawioną w sposób bardzo przyjemny.
Musi? Taka właśnie jest różnica między Tobą, a mną. Ja szukam alternatywy dla kogoś, kto ma podobne zdanie do mojego i m.in. twórcy tematu, a Ty sugerujesz się wyłącznie tym co Tobie pasuje. To się nazywa egoizm właśnie.
Wiek: 27 Dołączyła: 03 Sie 2006 Posty: 34 Skąd: to stąd, to stamtąd.
Wysłany: 2006-09-17, 22:03
Let the mortal combat begin
Theoricus napisał/a:
Oczywiście, to kwestia gustu, ale jestem pewien, że te gusta z programem nauczania się nie pokrywają...
A jeśli przedstawię Ci osoby, których gusta pokrywają się z programem nauczania i uwielbiają Gustawa, a Judyma wysłałyby do piekła? Też pozbawiłbyś ich możliwości poznania rozterek Gustawa-Konrada dzięki lekcji polskiego, dlatego, że go nie lubisz?
Theoricus napisał/a:
Wśród lektur znajdą się oczywiście rodzynki: "Ludzie bezdomni" to bardzo dobra książka, nie wiem skad te głosy krytyki - z twórczości Żeromskiego bardzo wiele czerpałem podczas matury ustnej z j. polskiego, uważam go za jednego z lepszych polskich autorów.
A ja w takim razie nie wiem, skąd narzekania na "Dziady".
Theoricus napisał/a:
Książka przełomu epok, czyli "Lalka" Bolesława Prusa i rozterki Wokulskiego - czytałem z dużym zainteresowaniem
O proszę, a to taki inny Gustaw. W dodatku przesadnie sentymentalny, aż do granic żałości.
Theoricus napisał/a:
Jest wiele bardzo dobrych pozycji i myślę, że ludzie mogliby się tym zainteresować, gdyby ich do tego nie zmuszano.
To jest całkiem dziecinne podejście. Jesteśmy dojrzali, niektórzy dorośli, a opinie tego typu wyglądają całkiem jak z przedszkola: "zrób to!" "-nie!" "dlaczego?" "bo chcesz, zebym to zrobil". Twierdzenie, że to, co nazywa się "przymusem" działa zniechęcająco, jest grubą przesadą.
Theoricus napisał/a:
Po prostu chodzi mi o to, aby nie zniechęcać tych ambitnych uczniów, którzy chcieliby przeczytać *tą* książkę, ale nie mogą, bo muszą przeczytać "Pana Tadeusza", który jest tak beznadziejnie zamulony, że wyć się chce.
tę
Właśnie o tym mówię jako o egozimie. Fajnie, masz swoją opinię- uwierz, że to cenię, ale dlaczego obrażasz przy okazji tych, którzy uważają "Pana Tadeusza" za najlepszą pozycję z kanonu romantycznego? A uwierz, że są tacy.
Theoricus napisał/a:
Zanim kogoś zaczniesz oskarżać w ten sposób to pomyśl nad uzasadnieniem swoich argumentów. Mnie nóż otwiera się w kieszeni słysząc/czytając oskarżenia pod moim adresem rzucane tylko dlatego, że ktoś nie zgadza się z moim zdaniem.
Zanim, zanim. AMK ukazało sie wcześniej. Nie chodzi o to, czy akurat zgadzam sie z Tobą w sprawie tej czy innej książki, mnie się nie podoba odgórne decydowanie: "to zostawić, to wyrzucić, bo mi się tak podoba, a jeśli mnie, to i innym też koniec kropka."
Theoricus napisał/a:
Ja szukam alternatywy dla kogoś, kto ma podobne zdanie do mojego i m.in. twórcy tematu, a Ty sugerujesz się wyłącznie tym co Tobie pasuje.
Czy mówię, że kochałam wszystkie pozycje ze spisu lektur? Czy zachwycam sie tu Mickiewiczem? Czy gnoję Żeromskiego? Nie! Bo nie w tym cel. Nieraz zdarzyło mi się kląć nad książką, której nie mogłam strawić, a kogoś innego w klasie zachwyciła. Dlatego nie odważę się zdecydować za innych, osądzić, co dobre, a co nie: póki choć jedna osoba znajduje coś wartościowego w danej pozycji. Jest nas-uczniów- wielu, a spis jest tak skonstruowany, by każdy znalazł coś, cokolwiek dla siebie.
Wiek: 24 Dołączył: 16 Wrz 2006 Posty: 30 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-09-18, 10:54
cara napisał/a:
Też pozbawiłbyś ich możliwości poznania rozterek Gustawa-Konrada dzięki lekcji polskiego, dlatego, że go nie lubisz?
Przypomnę Ci moje wcześniejszejsze słowa: "...nauczyciel mówi zwyczajnie, aby każdy przygotował sobie jakąś książkę, przeczytał ją oraz omówił dokładnie..." - trudno o większą dowolność w wyborze, nie sądzisz? Jeżeli uczeń zechce, to będzie zgłębiał wspomniane rozterki Gustawa, nie pozbawiam go tego.
cara napisał/a:
A ja w takim razie nie wiem, skąd narzekania na "Dziady".
Ponieważ "Ludzie bezdomni" i "Dziady" to jednak dwie różne książki, o zupełnie innym przesłaniu, zupełnie różnych nurtach ideowych i na końcu: kompletnie inaczej napisane. Podobnym brakiem sensu wykazuje się porównanie Gustawa do Wokulskiego, conajmniej jakby postawić obok roweru ciężarówke i wskazywać podobieństwa. Nie oczekuj, że skoro przypadła mi do gustu postać Judyma, to na pewno spodoba mi się Gustaw - nic bardziej mylnego. To się tyczy każdej pary bohaterów, których trzeba oceniać niezależnie od siebie.
cara napisał/a:
To jest całkiem dziecinne podejście. Jesteśmy dojrzali, niektórzy dorośli, a opinie tego typu wyglądają całkiem jak z przedszkola: "zrób to!" "-nie!" "dlaczego?" "bo chcesz, zebym to zrobil". Twierdzenie, że to, co nazywa się "przymusem" działa zniechęcająco, jest grubą przesadą.
To, że osiągnęliśmy granicę 18stu lat nie czyni nas dojrzałymi, tylko pełnoletnimi. Matura nie daje nam patentu na dorosłe życie, ale przepustkę na studia. Dla mnie dziecinne jest nazywanie siebie dorosłym lub dojrzałym - naprawdę dorosłe/dojrzałe osoby nie muszą tego mówić na głos, bo po prostu nie ma dla nich znaczenia to, jak się ich określa, ale to jak żyją.
Ponadto przymus zniechęca ogromnie, zwłaszcza gdy jest kultywowany przez cały tok edukacji.
cara napisał/a:
Fajnie, masz swoją opinię- uwierz, że to cenię, ale dlaczego obrażasz przy okazji tych, którzy uważają "Pana Tadeusza" za najlepszą pozycję z kanonu romantycznego?
Obraziłem? Znajdź w tamtych słowach choć jedno obraźliwe słowo. Napisałem tylko swoją opinię o tej książce, a nie o jej czytelnikach o_0
cara napisał/a:
AMK ukazało sie wcześniej.
Mnie to nie interesuje, bo nie czytuję AMK. Nie musze też czytać, żeby wiedzieć, iż artykuły w niej zawarte nie są prawdą objawioną.
cara napisał/a:
mnie się nie podoba odgórne decydowanie: "to zostawić, to wyrzucić, bo mi się tak podoba, a jeśli mnie, to i innym też koniec kropka."
Powtarzam ponownie swoje słowa, bo nie dociera: "...nauczyciel mówi zwyczajnie, aby każdy przygotował sobie jakąś książkę, przeczytał ją oraz omówił dokładnie..." - wyjaśnię: jakąś = dowolną. Nie wyrzucam nic z obowiązującego kanonu lektur, po prostu nie chcę, aby wybór książek ograniczał się wyłącznie do niego.
cara napisał/a:
Dlatego nie odważę się zdecydować za innych, osądzić, co dobre, a co nie: póki choć jedna osoba znajduje coś wartościowego w danej pozycji.
Tak, tak, aleś się uparła. Znowu musiałbym zacytować to co powyżej, ale chyba już pojmujesz, że nikogo nie ograniczam. Wręcz przeciwnie.
Na koniec...
cara napisał/a:
tę
Skoro jesteś taką perfekcjonistką, to dam Ci radę na przyszłość: unikaj rozpoczynania zdań od spójników, bo zdarza Ci się to nagminnie. W niektórych przypadkach może i jest to uzasadnione, ale na pewno nieeleganckie.
Wiek: 27 Dołączyła: 03 Sie 2006 Posty: 34 Skąd: to stąd, to stamtąd.
Wysłany: 2006-09-18, 13:41
Theoricus napisał/a:
Skoro jesteś taką perfekcjonistką, to dam Ci radę na przyszłość: unikaj rozpoczynania zdań od spójników, bo zdarza Ci się to nagminnie.
Danke schoen. Robię to świadomie :] Specjalnie postaram się unikać takiego szyku zdania, skoro Tobie to przeszkadza. Wszystko dla komfortu rozmówcy!
Theoricus napisał/a:
"...nauczyciel mówi zwyczajnie, aby każdy przygotował sobie jakąś książkę, przeczytał ją oraz omówił dokładnie..."
Ciekawe, skąd taki uczeń ma wiedzieć, JAK omówic książkę, JAK zanalizować pewne motywy, CO z tej pozycji będzie najważniejszym przesłaniem i W KTORYM MIEJSCU leży wyjątkowość autora, jeśli wcześniej nie miał "warsztatów" z jakąś lekturą obowiązkową. A jak poprowadzić lekcję o romantycznych figurach nieskończoności, jeśli nikt pozycji romantycznej nie przeczytał? Jak miałyby wyglądać lekcje z historii literatury, jeśli klasa siedzi jak stado baranów i nikt nie wie, o czym mowa (nie przeczytal, bo nie bylo trzeba)? Chodzi mi o to, że ten pomysł jest nierealny. A na maturze dostaniesz Soplicowo i jak z niego wybrniesz? Wokulskim?
Theoricus napisał/a:
Podobnym brakiem sensu wykazuje się porównanie Gustawa do Wokulskiego, conajmniej jakby postawić obok roweru ciężarówke i wskazywać podobieństwa.
Ciekawe, ciekawe
Theoricus wcześniej napisał/a:
...bo muszą przeczytać "Pana Tadeusza", który jest tak beznadziejnie zamulony, że wyć się chce.
Theoricus teraz napisał/a:
Napisałem tylko swoją opinię o tej książce, a nie o jej czytelnikach o_0
Załóżmy, że uwielbiam tę zamuloną, aż wyć się chce, pozycję. Uważam na przykład, że jest ona najlepsza, jaką mogłam poznać w liceum, dzięki lekturom obowiązkowym (gdybym wcześniej przeczytała o książce opinię taką, jaką wyraziłeś, a musu czytania by nie było, zapewne nie sięgnęłabym po nią- w końcu to dno, czyż nie? Pewnikiem każdy, kto miałby dowolność i trafił na taki sąd, nie ruszyłby ani pół stroniczki). Wyrażasz sąd uogólniający, za wszystkich: "wszyscy muszą przeczytać "Pana Tadeusza", który jest tak zamulony, aż wyć sie chce" => "wszyscy uważają "Pana Tadeusza za pozycję zamuloną, aż sie wyć chce". Uogolniający, jak widać- krzywdzący. Pomijam już nawet zaimplikowaną opinię o czytelnikach, którzy ośmielają się piać z zachwytu nad epopeją narodową.
Wydaje mi się poza tym, że 10 obowiązkowych książek rocznie nie przekracza zdolności odbierania słowa pisanego przeciętnego licealisty/gimnazjalisty. Wręcz przeciwnie- zostawia masę czasu i okazji, by sięgać po swoje ukochane gatunki. Przerażające jest to, że dyskusja o liście tak znikomych rozmiarów, przybiera tak agresywne w jej kierunku tony, przy czym nikt nie chce zauważyć, że ktoś dostosował ową listę do poziomu naprawdę przeciętnego ucznia, zatem nie ujrzysz na niej literatury antycznej (komu "Iliadę", komu "Eneidę"?) ani staropolskiej (taki, męczący się ze stosunkowo nieodległymi w czasie romantykami, uczeń chyba by podciął sobie żyły przy kronice Galla Anonima bądź "Pamiętnikach" Paska).
Theoricus napisał/a:
Nie wyrzucam nic z obowiązującego kanonu lektur, po prostu nie chcę, aby wybór książek ograniczał się wyłącznie do niego.
Czyżby jakikolwiek polonista zabronił Ci czytać cokolwiek poza lekturami? Daj mi go na pożarcie, nie będzie taki psuł opinii o braciach filologach!
Wiek: 24 Dołączył: 16 Wrz 2006 Posty: 30 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-09-18, 15:04
cara napisał/a:
Wszystko dla komfortu rozmówcy!
Dziękuję
cara napisał/a:
Ciekawe, skąd taki uczeń ma wiedzieć, JAK omówic książkę, JAK zanalizować pewne motywy, CO z tej pozycji będzie najważniejszym przesłaniem i W KTORYM MIEJSCU leży wyjątkowość autora, jeśli wcześniej nie miał "warsztatów" z jakąś lekturą obowiązkową.
"Nie masz naturalniejszej wiedzy, jak żądza poznania." - przyznaję, że nie pamiętam już, który filozof wypowiedział te słowa, w każdym razie miał rację Jeżeli uruchomi się w uczniu chociaż trochę inicjatywy, to sam dotrze do wszystkiego czego mu trzeba. Nauczyciel tego za niego nie zrobi - ewentualnie będzie mu wpajał utarte schematy w stylu gombrowiczowskiego prof. Bladaczki: Dlaczego uwielbiamy i kochamy Słowackiego? - "Bo wielkim poetą był!". To jest problem, nie stawia się w szkole na indywidualność, ale na masówkę. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale u mnie w szkole napisanie złego słowa na ulubione dzieła nauczycielki było jednoznaczne z wypowiedzeniem jej wojny. Z nauczycielem się nie da wygrać, więc każdy pisał jaki to "Pan Tadeusz" jest wspaniały, choć na korytarzu słyszałem o nim i Mickiewiczu same bluzgi.
cara napisał/a:
A jak poprowadzić lekcję o romantycznych figurach nieskończoności, jeśli nikt pozycji romantycznej nie przeczytał? Jak miałyby wyglądać lekcje z historii literatury, jeśli klasa siedzi jak stado baranów i nikt nie wie, o czym mowa (nie przeczytal, bo nie bylo trzeba)? Chodzi mi o to, że ten pomysł jest nierealny. A na maturze dostaniesz Soplicowo i jak z niego wybrniesz? Wokulskim?
Reforma kanonu lektur objęłaby także program nauczania, przecież to oczywiste. Język polski powinien rozwijać człowieka od podstaw, aby za kilka(naście) lat mógł powiedzieć, że ma własne poglądy i był w stanie ich bronić. Po co nam szkoły, w których własne zdanie trzeba najpierw przeforsować, aby zostało chociaż usłyszane, przecież to przeczy podstawowym wartościom humanizmu. Nowoczesna szkoła powinna stawiać na kreowanie charakterów, a nie na wpajanie "koniecznej" wiedzy, która często (tak, nie zawsze) ucznia nawet nie interesuje.
cara napisał/a:
(gdybym wcześniej przeczytała o książce opinię taką, jaką wyraziłeś, a musu czytania by nie było, zapewne nie sięgnęłabym po nią- w końcu to dno, czyż nie? Pewnikiem każdy, kto miałby dowolność i trafił na taki sąd, nie ruszyłby ani pół stroniczki).
Gdyby babcia miała brodę, to by była dziadkiem. Nie możesz mnie winić za wysuwane przez Ciebie hipotezy, ponieważ nigdy się nie dowiemy, czy te "gdybania" miałyby rację bytu. To czy sięgnęłabyś po książkę, bez musu, po przeczytaniu mojej opinii, zależy od Ciebie, nie ode mnie. Myślę, że jesteś na tyle rozsądna, że nie sugerowałabyś się moją opinią, tylko sprawdziła jej wartość we własnym zakresie.
cara napisał/a:
Pomijam już nawet zaimplikowaną opinię o czytelnikach, którzy ośmielają się piać z zachwytu nad epopeją narodową.
Nie wpieraj mi, że pisząc o książce, że jest nudna i zamulona, obrażam tym samym jej czytelników - większej bzdury nie słyszałem. Atakowanie książki można zinterpretować najwyżej jako atak na autora, ale nie na czytelników.
Spróbuję pomyślec Twoim tokiem rozumowania. Napisałaś wcześniej, że "Ludzie bezdomni" są "dosć toporni" - czyli według Twojej koncepcji, ja też jestem toporny, bo mi się podobała książka, tak? Wygląda na to, że tak, bo ja pisząc o "Panu Tadeuszu", że jest zamulony, wg Ciebie miałem na myśli, że jego czytelnicy też są zamuleni. Tak nie było, może to w końcu zrozumiesz, bo dotyczy to także Twoich wcześniejszych wypowiedzi.
cara napisał/a:
Wydaje mi się poza tym, że 10 obowiązkowych książek rocznie nie przekracza zdolności odbierania słowa pisanego przeciętnego licealisty/gimnazjalisty.
Te "10 obowiązkowych książek rocznie" stanowią w zasadzie cały rok lekcji j. polskiego, nie licząc poezji, itp. a to własnie na języku polskim uczniowie się choć trochę mobilizują do pracy. W domu rzadko sięgają po książki, bo mają w pamięci 40stronicowy opis przyrody Orzeszkowej i zwyczajnie mają dość.
cara napisał/a:
Czyżby jakikolwiek polonista zabronił Ci czytać cokolwiek poza lekturami? Daj mi go na pożarcie, nie będzie taki psuł opinii o braciach filologach!
To samo co wyżej. W domu czytam co chcę i kiedy chcę, ale specyfika lekcji polega na tym, że one mają zaszczepiać chęć obycia z innymi książkami. Samo z siebie to nie przyjdzie. Jeśli zainteresuje coś ucznia w szkole, to sięgnie po materiały uzupełniające w domu.
Imię: Iza
Wiek: 19 Dołączyła: 02 Sie 2006 Posty: 407 Skąd: Nisko
Wysłany: 2006-12-26, 14:14
Opis: Zagoniły się w szaleństwie myśli złożone, marzenia bezsenne.
Z tego, co pamiętam, to przeczytałam każdą lekturę szkolną, którą przerabiałam. Niektóre naprawdę mi się podobały, inne mniej. Zawsze narzekałam na Sienkiewicza. A potem okazuje się, że jego książki mi się podobają, co jednak stwierdzam w połowie albo i na końcu. Chyba najbardziej nie lubię nowel. Są smutne, a jak mi się spodobają, to zaraz się kończą.
A ja nie przepadam za lekturami szkolnymi.Wiekszosc-przynajmniej narazie-jak dla mnie byly strasznie nudne.Zobaczymy co bedzie dalej Moze i dobrze ze nauczyciele polonisci chca w nas zglebiac rozne rodzaje literatury ale osobiscie wole czytac to co przypadnie mi do gustu i cos co trzyma mnie w napieciu i ciekawosci az do ostatniej strony
Sienkiewicz po prostu rządzi. ale i tak najlepsza lektura świata to Mistrz i Małgorzata, którą to powieść przeczytałem sobie całkowicie nieświadom tego, że zaraz będziemy to omawiać polecam!
_________________ top 10 1)Pulp fiction 2)Oldboy 3)Matrix 4)Scarface 5)Fight club 6)25. godzina 7)Sin city 8)Gangi Nowego Jorku 9)Adaptacja 10)Być jak John Malkovich 10)Zakochany bez pamięci 10)Ojciec chrzestny itd.
Nie znosiłem lektur, bo nie lubię być przymuszany do czytania. Mimo to gdyby nie lektury pewnie do dziś nie tknąłbym Mistrza i Małgorzaty czy Zbrodni i Kary, a to byłby duży błąd
Theoricus, kolezanka C. tutaj probowala srednio skutecznie pokazac Ci blad w Twoim rozumowaniu, bardzo subiektywnym, do czego sie przyznajesz.
Nie moze byc tak, ze kazdy uczen opracowuje jakas ksiazke, dlatego, ze na egzaminie koncowym zpostajesz rozliczony z calosci, a nie z tej jednej ksiazki, bo inaczej jaki sens mialyby te egzaminy, skoro ich wyniki bylyby nieporownywalne? uwierz, przerabialam sytuacje, gdy dana osoba miala opracowac temat dla calej grupy i go nawet przedstawic. Zazwyczaj konczylo sie fiaskiem, bo cos z tego doswiadczenia wynosily tylko osoby naprawde zainteresowane.
Poza tym nie mylmy durnej lektury z kiepskim nauczycielem. A niestety wiekszosc to kiepscy, w sumie sie nie dziwie, widze jacy ludzie trafiaja po polonistyce do szkol [bez obrazy]. Ale trafiaja sie takie perelki, u ktorych lekcja nie ma nic wspolnego z tym ferdydurkowskim obrazem. Ksiazka nie narzuca ci schematu myslenia, tylko nauczyciel, ktory jest zbyt ograniczony,zeby pojac, ze interpretacja jest zywiolem.
Wiec, naprawde, rozdzielnmy program nauczania od nauczyciela, ktory go realizuje.
Kolejna sprawa: dla mnie osobiscie tez najbardziej interesujacy byl program w klasie maturalnej, bo to byly teksty nam najblizsze,najbardziej zrozumiale jezykowo. Ale zakladajac,ze Twoje ambicje literackie nie koncza sie na odbiorze typu KISS (Keep it Simple Stupid) i zalezy Ci na tym, zeby cos z tych lektur wyniesc poza ich literalnym brzmieniem, to musisz miec jakas wiedza o tym, co te lektury poprzedzaly,do czego nawiazuja, z czego wynikaja. Poza tym potem juz cale zycie na czytanie tylko tego,co sie chce.
Zdecydowanie najlepsze lektury to te, które mówią o dramacie ll Wojny Światowej; Inny świat, medaliony, Opowiadania Borowskiego... Nie trawie jednak poezji Różewicza i Baczyńskiego Kiedy pierwszy raz czytałam te wszystkie dzieła moje wnętrzności były z nerwów tak skurczone, ze mogłam przez cały czas czytania jednaj ksiazki nic nie jeść...
moja polonistak byla dodatkowo filmoznawca,wiec milismy nieco poszerzony kinematograficznie program i odpuscila nam troche lektur bo stwierdzila,ze a. i tak nikt z nas ne rpzeczyta i ona sie nie dziwi b. filmy sa lepsze
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach